alarm1Eskalujący i rozszerzający się protest spowodował, że rząd wycofał się z zamysłu likwidacji kopalń Kompanii Węglowej. Mają one zostać zrestrukturyzowane i dalej funkcjonować. Ale czy rzeczywiście tak się stanie?

Na co nam pozwoli Komisja Europejska?

Może się to okazać niewykonalne. Od początku, po podpisaniu porozumienia rządu ze związkami zawodowymi, w branży górniczej zaczęły się pojawiać pytania, jak na ten program zareaguje Unia Europejska dopuszczająca pomoc publiczną tylko na likwidację kopalń.

Decyzją Rady UE nr 787 z 2010 roku można wesprzeć pomocą publiczną jedynie te kopalnie, które zostaną przeznaczone do likwidacji.

A więc warunkiem przyznania pomocy publicznej dla górnictwa jest likwidacja kopalń, w terminie - do końca roku 2018.

Rządowy program naprawy Kompanii Węglowej nie został notyfikowany w UE. Czy zatem okaże się, ze ustalenia rządu z górniczymi związkami w porozumieniu z 17 stycznia na nic się zdadzą i kopalnie będą zlikwidowane? Wielu przedstawicieli branży górniczej i nie tylko jej obawia się, że tak może się stać.

Pełnomocnik rządu do spraw restrukturyzacji górnictwa Wojciech Kowalczyk ma się udać 27 stycznia do Brukseli, by rozmawiać tam o pomocy dla polskich kopalń.

Politycy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zdają sobie sprawę, że wiadomość o konieczności likwidacji kopalń spowodowałaby protesty w górnictwie, a niewykluczone, że również w innych branżach.

- Może być więc tak, że kwestia notyfikacji tego programu górniczego będzie odwlekana, żeby jakoś dotrwać do wyborów - mówi portalowi wnp.pl przedstawiciel firmy kooperującej z górnictwem. - A potem, jeżeli Komisja Europejska będzie nieugięta, można się spodziewać narracji, że to bezduszna unijna machina nakazała likwidację kopalń, bo przecież rząd chciał dobrze.

Może rząd liczy na to, że jednak zdoła wynegocjować w Brukseli pomoc dla kopalń. Niektórzy wskazują, że w UE, w której hegemonem są Niemcy, można swoje wyrwać, ale trzeba konsekwencji i nieugiętej realizacji własnej polityki. Może się więc jednak okazać, że przedstawiciele rządu usłyszą, że pomoc tak, ale tylko w przypadku zakładów, które mają zostać zlikwidowane.

Pewne jest to, że niebawem obecna Kompania Węglowa odejdzie w zapomnienie. Kopalnie z niej mają trafić do nowej spółki, czyli tzw. Nowej Kompanii Węglowej. Znajdą się w niej najpierw cztery kopalnie rybnickie: Chwałowice, Jankowice, Marcel oraz Rydułtowy-Anna.

Węglokoks chce jak najszybciej podpisać umowę przedwstępną, żeby już w lutym zrealizować przedpłatę gotówkową. Węglokoks ma już środki w KW. Jego udział w programie obligacyjnym Kompanii to 500 mln zł, a przedpłaty na eksport węgla 330 mln zł. Transakcja zostanie więc uzupełniona o kompensatę długów.

Sama Kompania Węglowa jest teraz kierowana przez dwuosobowy zarząd. 19 stycznia do rady Nadzorczej Kompanii Węglowej wpłynęły rezygnacje czterech członków zarządu spółki. Nowi mają zostać wyłonieni w konkursie.

Liczba członków zarządu zostanie zmniejszona z sześciu do pięciu - zlikwidowane bowiem zostanie stanowisko wiceprezesa ds. restrukturyzacji i rozwoju. Nowych członków zarządu KW poznamy zapewne 9 lutego br. Na stanowisku pozostał wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu Michał Sobel. Spółką nadal będzie zarządzał obecny prezes Krzysztof Sędzikowski.

W drugim etapie do Nowej Kompanii Węglowej miałyby dołączyć spółki z sektora energetycznego. W tzw. Nowej Kompanii Węglowej spółki energetyczne oraz Węglokoks mają mieć po ok. 50 proc. udziałów. Pozostaje pytanie, jak to będzie, jeżeli udziałowcami w Nowej KW zostaną firmy energetyczne na co dzień konkurujące ze sobą na rynku energii. Na razie rząd tę kwestię jakby pomija, a przecież będzie ona w znacznym stopniu rzutować na powodzenie, bądź nie całego przedsięwzięcia. Widać, że to porozumienie ze związkami były dla rządu przede wszystkim ugaszeniem pożaru (zapobieżeniem rozszerzenia protestu i demonstracji w Warszawie) oraz daniem sobie czasu, w myśl zasady: byle dociągnąć do wyborów. Ale już widać, że problemu to nie rozwiązuje i może on wrócić ze zdwojoną siłą.

Nowa Kompania Węglowa może mieć niezwykle ciężko na rynku, szczególnie wtedy, gdy ceny węgla dalej będą spadać. A to wysoce prawdopodobne.
Ważna też będzie kwestia nowych układów zbiorowych pracy, zmiany organizacyjne oraz zdolność realizowania inwestycji.

Jeżeli chodzi o Węglokoks, to podkreślają w nim, że wejść w segment produkcji węgla chce on od lat. Swego czasu wydawało się, że dojdzie do połączenia Węglokoksu z Katowickim Holdingiem Węglowym. Jak wiadomo, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Do Węglokoksu powinno w lutym br. trafić sześć kopalń z Kompanii. Przy sprzyjających warunkach (brak dalszego spadku cen węgla) powinny one, na co liczą w Węglokoksie, osiągnąć rentowność do końca 2015 roku.

Chodzi o cztery kopalnie rybnickie. Ponadto spółka zależna Węglokoksu, czyli Węglokoks Kraj, nabędzie od KW kopalnię Bobrek (po rozdzieleniu kopalni Bobrek-Centrum), a Węglokoks ma też nabyć kopalnię Piekary od Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

Przeprowadzono już due dilligence czterech kopalń rybnickich, są wyceny i biznesplan. Jak zaznacza Krzysztof Sędzikowski, prezes KW, restrukturyzacja zakładów będzie między innymi obejmować wprowadzenie sześciodniowego tygodnia pracy (górnicy pracowaliby przez pięć dni w tygodniu, a kopalnie sześć).

Do Spółki Restrukturyzacji Kopalń ma trafić kopalnia Piekary (ją ma nabyć Węglokoks; jest też potencjalnie zainteresowany ruchem Makoszowy, po rozdzieleniu kopalni Sośnica-Makoszowy) kopalnia Brzeszcze (może trafić do Grupy Tauron), wspomniany Ruch Makoszowy rozdzielonej kopalni Sośnica-Makoszowy oraz Ruch Centrum z kopalni Bobrek-Centrum. Porozumienie z 17 stycznia br. zakłada, że kopalnie mają zostać zrestrukturyzowane i będą mogły pozyskać inwestora. Przy czym zapewne szczątkowy ruch Centrum zostanie poddany stopniowej likwidacji.

Opłakane skutki zaniechań

Za jedenaście miesięcy 2014 roku Kompania Węglowa wygenerowała ponad 1 mld 100 mln zł straty, a jej zobowiązania wynoszą 4,2 mld zł. Do tony wydobywanego węgla KW dopłacała średnio 42 zł, przy czym w listopadzie 2014 roku ta wielkość sięgała 66 zł.

Kompania od początku miała pod górkę, przejęła długi po spółkach węglowych, poza tym często zmieniali się jej prezesi i koncepcje, że wspomnieć tu o sławetnych centrach wydobywczych. Utworzono je, by potem z hukiem rozwiązać.

- Kompania Węglowa do niedawna nastawiała się prorozwojowo, zakładając zwiększenie produkcji węgla do 43 mln ton w 2020 roku, życie zweryfikowało jednak nasze plany - mówił w lutym 2014 roku Piotr Rykala, będący wówczas wiceprezesem Kompanii. I wskazywał, że z powodu niskich cen węgla musiano w Kompanii opracować nowy plan.

Związkowcy powtarzają, że będą wnikliwie monitorować to, czy założenia porozumienia z 17 stycznia są realizowane. Jednak twarde stanowisko Komisji Europejskiej może oznaczać konieczność likwidacji kopalń. Pozostaje pytanie, w jakim terminie dowiemy się o tym: czy niebawem, czy już po zbliżających się wyborach. Rząd PO-PSL wie, że prawie 70 proc. Polaków deklarowało poparcie dla protestujących górników.

- Ludzie pamiętają między innymi los polskich stoczni i to, jak poszukiwano im inwestora z Kataru - mówi portalowi wnp.pl szef jednej z firm górniczych. - Na Śląsku z górnictwa żyje nadal armia ludzi, ponad pół miliona osób, bo to górnicy i ich rodziny, ale także liczni kooperanci kopalń, firmy usługowe. Upadek kopalń pociągnąłby za sobą fatalne skutki w wielu obszarach, w tym obniżyłby się zapewne poziom bezpieczeństwa, bo nastąpiłby wysyp różnych patologii - podkreśla nasz rozmówca.

I nie jest z tą swoją opinią odosobniony. Upadek jakiejkolwiek kopalni to koszty ekonomiczne, ale także, a może i przede wszystkim - społeczne. Wiedzą o tym w miastach, które pierwotnie typowano do likwidacji.

Program zrobiony na kolanie?

Prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz wielokrotnie wskazywał ostatnio, że wybór do likwidacji kopalni Sośnica-Makoszowy był pochopny i przypadkowy. Pod kierunkiem prof. Andrzeja Karbownika zespół z Politechniki Śląskiej przygotował plan naprawczy pokazujący, że po podjęciu działań restrukturyzacyjnych ta kopalnia może dalej fedrować węgiel i dawać ludziom pracę. Podobnie przyszłość ma przed sobą kopalnia Brzeszcze, którą także wytypowano do likwidacji.

Na Śląsku wskazują, że mówienie o tym, iż nastąpi poszerzanie stref ekonomicznych o działki pogórnicze - jest mrzonką. Mamy nadpodaż terenów, w których można lokować inwestycje. I zdegradowane tereny przykopalniane nie są atrakcyjne dla inwestorów. A ich rekultywacja oznacza duże pieniądze.

Nie brak opinii, że program rządowy dla Kompanii Węglowej był zrobiony pospiesznie, na kolanie i że nie uwzględniał specyfiki każdej z kopalń. Jego treść i sposób zaprezentowania musiał wzbudzić protesty - i wzbudził. Rząd doszedł do porozumienia ze związkowcami, jak już było wiadomo, że protest górników w Warszawie to kwestia nieodległego czasu.

- A wiadomo, że brak górniczych protestów, to komfort rządzenia - przypomina prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. - To, w jaki sposób rząd przedstawił ten doraźny program dla Kompanii, zasługuje na ocenę niedostateczną. Była to porażka wizerunkowa tego rządu.

Należy tu zaznaczyć, że procesowi redukcji wydobycia i restrukturyzacji towarzyszy w Polsce chęć zbudowania nowych kopalń. Prywatni inwestorzy wiedzą, że węgiel będzie potrzebny i będzie można na nim dobrze zarobić. Ale trzeba między innymi odpowiedniego zarządzania przez fachowców, a nie osoby z klucza partyjnego, bądź towarzyskiego.

Między innymi PD Co chce zbudować kopalnię na Lubelszczyźnie, Fasing wskrzesić wydobycie w kopalni Barbara-Chorzów, a Kopex wybudować kopalnię koło Oświęcimia.

- Za jakieś trzy lata może się okazać, że trafiliśmy ze swoją kopalnią w sprzyjający okres - powiedział portalowi wnp.pl Krzysztof Jędrzejewski, główny akcjonariusz Kopeksu. - Nasza inwestycja może się też okazać istotna z perspektywy całego polskiego górnictwa, gdyż część górników będzie mogło znaleźć pracę w naszej kopalni, co umożliwi restrukturyzację zakładów nierentownych. Dzięki temu łatwiej będzie restrukturyzować rodzime górnictwo.
Realizacja programu naprawczego dla Kompanii Węglowej i całej branży będzie wymagać determinacji i kompetencji. Jak wskazuje rząd, realizacja programu naprawczego dla KW to koszt ok. 2,3 mld zł.

Czas na restrukturyzowanie górnictwa jest wyjątkowo trudny. Mamy nadpodaż węgla na światowym rynku i niskie ceny surowca.

W Polsce przy elektrowniach i kopalniach zalega około 16 mln ton węgla.

Górnictwo musi się dziś mierzyć z sytuacją znacznego spadku cen węgla energetycznego i koksowego. Wiadomo, że węgiel będzie zajmował znaczące miejsce w miksie energetycznym Polski, jednak coraz bardziej aktualnym pozostaje pytanie: czy będzie to surowiec z polskich kopalń.

źródło: wnp.pl, autor: Jerzy Dudała

Festyn 2019